Płotka majowa

I bierzesz co dają. Bezwstydna.
I bierzesz co dają. Pokorna.
Nie rość sobie prawa do zawodu. Nie masz najmniejszego prawa do zawodu. Nie będziesz mieć.
Wszystko z góry określone. Tam są drzwi, tu okna, to, to, to i to to szlabany. Tam wara, tu milcz. W parku jesteśmy kolegami. W drzwiach barów i lokali znajomymi. W lesie przyjaciółmi. W łóżku kochankami. We dnie, w nocy, o świcie, o zmierzchu o ile niewidoczni- bezprzykładnie zakochani. O ile widoczni- przykładnie półobcy. O ile trzeźwa- wzorowo spokojna.
Tylko za dużo nie myśl. Tylko nie myśl. Nie myśl. „Tylko ty sobie nic nie myśl”… że kiedykolwiek wyjdziesz gdzieś dalej. Ponad cycki i dupę. Ponad orgazm i krzyk. Ponad kawę i czaty.

Jesteś trupem w szafie. Krępującą zabawką. Anegdotą opowiadaną w trzeciej osobie, i pod pseudonimem. Parafilią.
I tylko sobie nic nie myśl. Nie masz żadnych podstaw do złudzeń. Najmniejszych praw do poczucia zawodu. Nikt cię nie okłamuje, ergo nikt cię nigdy nie zrani. Nigdy nie zawiedzie. Nigdy nie skrzywdzi.
Rozłóż nogi. Zamknij oczy. Otwórz usta. Jesteś taka piękna.
Zrozum mnie. Słuchaj mnie. Jesteś taka mądra.
Przytul mnie. Oddaj się. Jesteś taka dobra.