wrrrrrr

Ku chwale biurokracji- u lek.med.pracy.
- Jaką ma pani wadę wzroku?
- XYZ.
- Phhhhy, co z pani będzie za chirurg….
(…)
- I alergia na trawy…
- Już nie mam. Odczuliłam się.
- Oczywiście.
(…)
- I zapalenie gardła pani ma…. ropne nawet.
- Jak się umawiałam na wizytę, to byłam zdrowa.
- Nie wątpię.- wątpiąco.
- To nie jest choroba przewlekłą.
- I nie zwalnia z myślenia. Jak sobie pani robiła spirometrię?
- ??? To nie jest zapalenei płuc.
- Ale rurka do dmuchania nie jest jednorazowa, widziała pani jak się ją odkarza? Trochę myśleć trzeba
(odkarza się papierkiem)
(…)
- Moim zdaniem pani się nie nadaje do pracy w zwodzie i beznadziejnie wybrała sobie pani kierunek studiów… no ale przedłużę pani, bo na czwartym roku trochę późno na zmiany. Ale pani się nie nadaje… Kim pani będzie w tym zawodzie…

A ty kurwa kim jesteś? Urzędnikiem ze stetoskopem. Panią od pieczątek.

Weż udział w adekwatnej ankiecie.
Czy masz wyjebane?
A. tak
B. nie
C. tak mam
D. nie, nie mam
E. tak mam kurwa wyjebane
/F. co cię to kurwa obchodzi/

A muzycznym odkryciem maja zostaje Obscure Sphinx

kobieco i nieśmiesznie

rzecz o piwie lub wódce
- To przyjdziesz?- O.
- Raczej nei, strasznie mi zimno, a w lesie cieplej mi nie będzie.- a (jak autorka)
- No to przecież się upijesz.- O (o oczywistościach spotkań weterynaryjnych)
- Ale żeby się upić, muszę tam dojść.-a.
- Ja tam żeby dojść muszę się upić :P -O.
/hahaha/
- W sumie to nieśmieszne- a.
- A długo tak masz?- C.
- A można inaczej?-O.

- Masz mózg na ramieniu.- a.
- Inni maja więcej.- O.
/ćwiczenia w fabryce nóżek i karkówki/

medicine-plasticine

Stołeczne cuda i wianki. Sanepid
- Dzień dobry (…) Proszę Pani, wyjeżdżam w wakacje na Syberię i chciałam się zaszczepić na dur brzuszny, dowiedzieć gdzie, jak i kiedy można wykonać takie szczepienie.
- Uuuu, hmmmm… oooo. A dlaczego Pani do nas przyszła- miła Pani.
- Bo to jest przecież wojewódzka stacja sanepidu? Wszyscy mi mówli, że tu wykonuje się takie szczepienia.
- Nieeeee :))))))) My tu mamy tylko takie punkty informacyjne i my nic nie wiemy. To trzeba iść do szpitala z odzdziałem chorób tropikalnych. Tak i oni tam pani wszystko zrobią. I na wszystko tam szczepią. Na malarię, cholerę, jak się jedzie do Afryki… wszystko powiedzą. I wszystko zaszczepią. tak… na malarię są trzy szczepionki ale oni tam wsyzstko robią.

(i tak zbawienie Afryki ukrywa się w Warszawie na Wołoskiej, a pewny laureat nagrody Nobla zmywa mopem kafelki w zabiegowym).

Lek med ludzkiej. Ginekolog-położnik
- Proszę Pani, my przyszliśmy bo mu ostatnio tak sierść wypada… ale ogólnie ostatnio źle wygląda- Pani w kowbojskim kapeluszu szarpie przerażonego wilczura. Wodobrzusze niemal pluska.
(…) proszę Pani on ma poważne wodobrzusze, powodów może być wiele, ale wypadająca sierść nie jest największym problemem… powinien go też obejrzeć kardiolog.
- Tak ja wiem… bo ja też jestem lekarzem. I wiem, że to objaw.
(…)
- Proszę Pani, osłuchowo on ma migotanie przedsionków… jeszce zrobię mu EKG- drA.
- Słyszysz, o boże on ma migotanie komór!- kowbojka do męża.
- Nie komór, tylko przedsionków. Gdyby migotały mu komory, to by nie chodził.
- No to niech mu pani da szybko jakaś tabletke na te przedsionki!!!

takei sobie bajeczki

Potrzebowałam takiej nocy.  Zdruzgotana świeżutką świadomością patrzę w nieuchronny ciąg dalszy. Bez powrotów. Bez odbiorów. Bez szans.

Nie czytałeś Kundery… ani Tolkiena, Swietlickiego, Hesse, Jerofiejewa, Kapuścińskiego czy Pratchetta… Nie czytałeś… ani sobie ani mi… mogłam Tobie ale myślałam że nie będzie Ci się podobać…
Nie chodziliśmy razem do kawiarni… mogłam Cie zabierać, ale myślałam, że będzie Ci się podobać…
Nie lubiłeś jeździć konno…

Oh jej… shame shame… Toż to dyskredytujące w moich oczach… No i oczu nie masz szarych…

góry, deski, kajaki
Turcja, Gruzja, plecaki
leśniczówki i tropienie
w białowieży zagubienie

Mój nieuchronny ciąg dalszy dysocjuje na dziesiątki perspektyw i ścieżek…
1. Pójdę jutro do lecznicy… i pojutrze… i the day after tomorrow… i kiedyś przyjdzie wyśniony pan z hartem irlandzkim, i tak czerwona naklejka Rabisinu przypieczętuje moją miłość.
2. Przeniosę się do Wrocławia, gdzie poznam bardzo wielu nowych ludzi z których wielu potencjalnie będzie chciało mnie przerżnąć… do końca studiów ie będę czuła się samotna.
3. Rozczesując włosy nad Bajkałem znajduję kleszcza za uchem… Wyciągasz mi go wprawnie, a potem ruszamy szczęśliwi w las naszych marzeń. Kilka dni później umieram na meningitis.
4. Pojadę do domu, wpadnę w depresję, nie podejdę do sesji i zostanę rok niżej. Znów będę z Drombi na roku…
5. Pójdę do lecznicy, do ptasiego azylu, do miliona przytułków, schronisk i …

i wszystkie te ścieżki są z widokiem na Ciebie… na Twój świetlany ciąg dalszy z gotującą Tomb Rider przecudnej urody…

121. Jadąc dziś neiuważnei na rowerze wpadła pod rozpędzony samochód. Łowiąc ryby nad Bajkałem zrozumiał, że jednak mu na niej zależało.

niebieskim szlakiem

(względne nadinterpretacje i nadwyrężenia prawdy wynikają z gwałtownych fluktuacji poziomu etanolu we krwi autorki)

Trójka tropicieli niedźwiedzi, dręczycieli bobrów i łowców jeży na korytarzu pierwszej klasy relacji warszawa-zagórz.

- Przejdę?- zakłopotany pan nad nieprzytomnym Tomkiem konającym na korytarzu.
- Nie wiem… Kolega niby grzecznie śpi… ale w każdej chwili może się porzygać.- Sławomir

- Mój dziadek też robi wino! I wiecie… kiedyś… ale dawno… z 8 lat temu, zrobiliśmy imprezę, i poszło z 30 butelek… dużych butelek… Zawsze tam sukcesywie tych flaszek po imprezach ubywało, i dziadek wogóle się nie orientował, ale tym razem sprzątnęliśmy całą półkę… a byliśmy bardzo nieletni… i coś z tym trzeba było koniecznie zrobić… Więc kupiliśmy zgrzewkę wina „Ola” z taka cycata blondyna na etykiecie… (straszna siara… ale taki sikacz!!!) wymieszaliśmy z sokiem porzeczkowym, bo dziadek dodawał do wina tych owoców… i postawiliśmy na półce.
Od tego czasu dziadek co roku eksperymentuje z przepisem nastawu, i szuka tego jedynego, niezawodnego, dzięki któremu kiedyś wychodziły mu wszystkie wina :) – S.

I na niebieskim szlaku:

- No co ty robisz! Nie zgniataj! Tyle ja dmuchałem!- T.
S. zamiera z kompresowaną butelką w rękach…- dmuchałeś, dmuchałeś… a woda ciągle klarowna :)

- A wiecie… znaleźliśmy kiedyś z bratem taką kuźnię drozda albo innego ptaka… tylko byliśmy jeszcze dziećmi, i nie wiedzieliśmy, że to ślady jakiegoś ptaka, i uznaliśmy, że to nasz kolega zabija ślimaki. Postanowiliśmy więc pomścić ślimaki i dać mu nauczkę. Nie chciał się przyznać :) Zbiliśmy go, a i tak się nie przyznał :) – S. obrońca natury.

Ostatnie słowo i oklaski dla anonimowego przewodnika, Horacego korytarza pierwszej klasy-
„A OTO LUBLIN! PARYŻ POLSKI! bARCELONA EUROPY!!!”