I D I O T K A

Czarno na białym, bo nawet durne tło oddałam, bo żaden kolor nie jest mi tak obcy… Frazeologiczna niepodważalność.

„You are not Jane, still-jane”
Ha ha ha ha
That is not a war.
It is never a war.
W koncu wszystko jest tak piękne, dobre i z wiatrem.
Różowe jak wczorajszy zachód słońca.
I przedwczorajszy.
Parafrazując „Can’t tell the true, don’t wonna lie”, albo raczej „Could have told the truth didn’t want lie”. I może tu był problem. Bo przecież nie chciałam podejść za blisko.
Zawsze te same karty, zawsze te same błędy… Może tylko zmienia się rewers i stolik… Dłoń akurat ściskająca talię.

Rozpaczliwie potrzebuję rozmowy nad winem, z moją muzyką w tle. Albo waszą.

Właściwie to wszystko bez znaczenia.
I tak żadne „różowe” po zachodzie nie trwa wiecznie. Muszę popracować nad wiarą w bajki.

Cisza ja i czas

Bez kawy i papierosów. Ugrzeczniona nirvana.
Jest kilka rzeczy których nie chcę i nie chciałabym zmieniać. Nie chciałabym, by zmieniono je za mnie.
Chwilo trwaj?

Złapana?
Znalazłam? Odnaleziona?
Nie chcę już szukać, ale i mimo wszystko ktoś znów wyrwał mi z rąk zbawienną nitkę Ariadny.

„On śpi spokojnie, ja wystukałam już setki słów.”
Wielki cudowny kicz szczęścia…

już w finlandii
(taki wpis bez sensu, ale od 6 nie moge spać… )

norsemens suplement

Romantycznie nad brzegiem górskiego jeziora :P
-I co powiedziaa ta kobieta?- ja
-Nie ma problemu i mozemy sie tu rozbic, tylko musimy uwazac, bo to jest torf…- Adam
-Aha, no to spoko
-No nie tak spoko, bo torf jest latwopalny przeciez, to jak my tutaj…
-Bedziemy sie kochac?
-Yyyy, nom… wlasciwie to myslalem o gotowaniu czegokolwiek…
:PPPPPPPPPPPP

I w ciemnosciach namiotu
-Argh…. Adam ty idioto!-(jakze surowy samokrytycyzm)
-Nie mow tak do siebie- jakze subtelna hydra
- To jak? Jak mu tam bylo… aurydyta?
-…….. abderyta.

Erudyci.