błąd merytoryczny

„yyyy wilki, wilki to są takie stworzenia, które żyły na naszych ziemiach od zawsze…” Robert Gawliński, od 28 czerwca „ambasador” gatunku Canis lupus w Polsce, w jakże szczytnej i wspaniałej akcji popularyzacji wiedzy o europejskich drapieżnikach.

Na CZYICH ziemiach one żyły????

Do you remember H.Hesse? One step further from (derrr) steppenwolf….

tęcza z piorunami

„moje miejsce” i „mój czas”
Parapet wielkiego bloku i małego okna.
To co dziś działo się na niebie… kolejny rozdział mojej nowej bajki.
Czytam to jak chcę, czytam to poprawnie, dziś tu i teraz to było moje… Wąski parapet, ukraińskie papierosy, różowe skarpetki za oknem…
Mogę widziec nimbo i altocumulusy, wyładowania stmosferyczne i widma światła białego. Teatralne popisy możliwości troposfery… Spektakl światła, kształtu i koloru.
To co czuję to co wiem… boję się opisów…
Ozonowy chłód wieczoru i kolejny haust nikotyny. Jerzyki nad i pode mną… Może któryś z nich był przedwczoraj u podnóży Alp… może któryś z nich mijał mnie rok temu w oknie nad zielonym żoliborzem… Wizg wolności… i pomruk odchodzącej burzy…
Powoli gasną światła…
Dopala się kolejny papieros…
Nirvana

IKE- świat jest taki, jaki myślisz, że jest (?)

pomidor „sesja”

Wydział Ogrodnictwa i Architektury Krajobrazu. Pomidor zmodyfikowany genetycznie, powodujący rozrost tkanki mózgowej i ekspresji genów błyskotliwości. Pomidor „sesja”, już od 3 zł za kilogram.

„Jakie cele stawia sobie obecnie biofarmacetyka i inżynieria genetyczna”
- Ja nie wiem, pisałam o dzieciach w Azji :D
- W Afryce?!
- No nie, w Azji!- święte oburzenie, oczywista różnica.

Genetyka a technika. Armie modyfikowanych genetycznie chińczyków powielanych tandemowo w zestawach półfabrykatów. Cheng Zank nożycoręki- półautomatyczny obcinacz metek, Zan-Quan-palcoigła i dziecko skrętek do wkręcania śrubek….

Po 5 godzinach z molekularną… koniec koniec koniec…

Nie pij, nie pal, uciekaj.
Rady „nie myśl” chyba mnie nie dotyczą :)

Nie nadążam za tempem swojego życia
- Zaczekaaaaaaaj!!!!
albo lepiej nie

Najwyższy czas pobiegac :) Niczego nie gonię, ja się ścigam :D

MANAWA

NIGDY WIĘCEJ
Nie chcę i nie będę.

Koniec strachu, stagnacji i samoograniczania.
Marzę- wierzę-próbuję… nowa oś zdarzeń.
Nowy rozdział.
Nie chcę „roku spokojnego światła”.
Chcę światła.
Lat świetlnych moich świetlanych marzeń.

Rozkładam skrzydła. Szeroko.

To nie noc Kupały, to magia świata.

Manawa- moment mocy jest teraz.

Infra-red

Ostatni raz wybiłam szybę 10 lat temu, ale obiecuję poprawę i proszę o pokutę i rozgrzeszenie.

Wracałam z biegania. Nikt odpowiedzialny nie powierzy mi klucza od „wrót frontowych”, więc zostawiono mi tylko ten od ogrodu… Tam spotkałam się z kotem. Kot śpieszył się do miski, a ja do fizjologii, więc oboje zdenerwowaliśmy się kiedy moja przemęczona fizjologia nadużytych neuroprzekaźników tryumfowała i nie pozwalała trafić kluczem w zamek….
Wpadliśmy do piwnicy… Czarnej piwnicy bez okien… W której Bazyli orientował się wspaniale, a ja niekoniecznie, ale po co zużywać cenną energię własną i prądu na zapalenie światła… Więc podążyłam w kierunku, gdzie powinny być drzwi… i tu wydarzenia potoczyły się bardzo szybko. Grunt, że znalazłam nie te drzwi… I zanim się zorientowałam, że poruszają się nie tak jakbym chciała, to zdobyły już taką energię kinetyczną, że nie mogłam ich zatrzymać… :/
Retrospektywnie- podbiegłam w stronę światła, potknęłam o kota, złapałam równowagę/klamkę… i tu ciemność rozbłysła nagle milionem srebrzystych odłamków… I zaległa cisza…
Ciąg dalszy zgodnie z priorytetami-
- znalazłam kota, złapałam, sprawdziłam czy jest cały (jest) i wyniosłam w bezpieczne miejsce
- bardzo nerwowo reanimowałam mojego Creativa, który zamilkł nagle a dramatycznie (a tam Molko śpiewał właśnie Infra-Red- ślepy przypadek i złośliwość losu)
- zaskakująco składnie przystąpiłam do pacyfikacji zgliszczy… I tu już się nie wykazałam, bo zanim wymyśliłam, że powinnam założyć rękawiczki ręce osiągnęły stan, w którym nie miałam sumienia niczego na nie wkładać… pęknięte wiadro też nie jest najlepszym miejscem składowania odpadów… a mała żarówka w korytarzu obok najlepszym oświetleniem… konstelacje szklanych gwiazd w mgławicach kurzu podłogi… Nieustające migotanie…

Później wróciła Mama, i cudownie jak Mamusia Muminka zapytała w pierwszej kolejności „Ale nic Ci się kochanie nie stało?”, i na moje uśmiechnięte „nieeee”, spytała o spodnie… I dopiero wtedy uświadomiłam sobie, że mp3 przestało grać, bo dostało framugą, i że błyskotliwie próbowałam zatrzymać szybę nogą (noga dorobiła się słusznego siniaka)… i że dla spodni, które przetrwały Tatry, wakacje, i kilka upadków z konia to było zbyt dużo…

Moje upiorna strzyga „powtarzalność” na pewno chichocze gdzieś w kącie… To już zalążek pewnej specjalizacji… Drugi raz szyba, drugi raz w drzwiach, drugi raz we własnym domu… :)

space monkey

Wszyscy się starzeją. Wszyscy dorastają, i neoteniczna bajka nabiera kątów, krawędzi i charakteru. Złego.
Naturalne przekierowanie, z północy na zachód, orientacja wg świateł, a nie gwiazd.
Chyba nie dorosłam. Niedorozwinęłam się społecznie…

Cynizmu na wagę, kwintal kupię. I dystansu z cztery łokcie. Potrzebuję ich jak kawy i papierosów o poranku. Na gorzki początek i bitter end…

Ciekawe jak to wygląda ze sceny. I ile kosztuje idealny styl, doskonały gust, bezbłędny ruch pana Molko. Daleki, drwiący, pewny…
Zawsze tego chciałam… I próżnej odwagi dla zielonych włosów. To nie był brak pomysłu na siebie. Tylko brak odwagi. Teraz już nawet nie chodzę prosto…

the more you laugh about death the more you laugh about life

Szumnie nazwana „zmiana szablonu”, pewnie nie potrwa długo…
Ale to było to miejsce i ten czas… Ta radośc i ta energia. I moja wrażliwośc na czyis ustach…

Cień sceny, on, wyostrzony białym światłem jedynego reflektora, refleksy na gryfie…
„Trying my best not to forget… ”

absolutnie unforgettable

a zaczęli od Infra red :)

klawiaturo moja, czy ty wiesz, ze stuka po tobie ręka, która dotknęła Stefana Olsdala?
:DDDDDDDDDDDDD