nie chcę

dziś pogrzebałam swoją karierę hostessy… Przemierzyłam monstrualnie długą ul Poleczki, odczekałam karnie w kolejce, przyswoiłam informacje o systemie C-Tac (czyt. sitak) i pozycji Domestosu na polskim rynku… odpowiedziałam na wszystkie pytania… i kiedy już stałam się posiadaczką granatowo-białego mundurka i kilograma testerów aseptyczności muszli klozetowej… zrezygnowałam.
Wykreślili mnie ze wszystkich możliwych list.
Nie mogłam sobie tego zrobic… Pierwsze dni wiosny, morza światła,pierwsze dwa dni bez spieszenia sie gdzies-po-cos-juz-teraz od dawna… I 10 godzin opowiadania w supermarkecie o sposobach czyszczenia kibla… 10 godzin z jednym kwadransem wolnego… za 7 zeta netto…
zreszta… ostatnio i tak nie jem. więc taniej.

18

Półtorej godziny spaceru, trzy wyżebrane papierosy. Milion mysli, miliard wyrzutów.
Chciałabym się rozpłakać. Ale już nie potrafię.

Milion świateł miasta. Miliard gwiazd. Gwiazda polarna. Błękitna.
Chcę uciec.

Ziemia jest grzeszną pieśnią

Wędruję przez półkę „literatura skandynawska”.
I dobrze mi w tej dzikiej estetyce bagien kruków, łabędzi i niekochanych dziewczyn. Mechaniczna seksualnośc, jak mechaniczna pomarańcza i liryczna estetyka Andersena. Finezja tylko wśród ptaków na niebie :)

autor miał 19 lat. był starszy, niż ja w jego wieku :)

niech mnie ktoś przytuli

nie chcę waszych prostych przepisów na szczęście.
„Zjedz czekoladę, to poprawia humor”, „zjedz czekoladę, poziom szczęścia Ci się podniesie”,
„zjedz czekoladę, naukowo udowodniono, że jest zdrowa”
Przecież wiesz, że nie jem czekolady. Boje się czekolady. Ona patrzy na mnie i krzyczy.”554 kcal na 100g!!!!” I gdzieś mam to, czy coś jest zdrowe czy nie.
Popatrz na mnie. Popatrz, bo już mało zostało. Nad resztkami też usilnie pracuję.
Popatrz i zrozum, że opowiadam tylko bajki.
I nie radź mi jeśc czekolady.
Nigdy nie dorosłam. I nigdy nie byłam taka jak myślicie.

21

Szwecja, Mongolia, Beskid Niski,
każdy szlak jest taki bliski

Lipiec, sierpień, wrzesień, maj
którą ścieżkę wybrac mam :D

zaraz jadę do obór :) na początek
nieważne. Mogę, chcę, potrafię. „Znajdę drogę, albo wybuduję drogę”. Do przodu. Cała filozofia.

catch caught caught

dogoniona i złapana

mistrzyni ucieczek.
ale staram się uwierzyc, ze Beskid, Bieszczady, Mongolia… jakby kilometry i przestrzeń mogła mi pomóc.
Sama się osaczam.
Uwiązali mnie podstępnie przy płocie na B-owej, i nie zerwę się stamtąd sama.
Bo przecież ich kocham, bo jak mogłabym inaczej. nie wyobrażam sobie inaczej. ale i tak im nie pomogę. nie potrafię.

podejdź bliżej

bardzo mi dziś smutno.
tkwię w wysprzątanym pokoju terkoczącym nagraniem świergotka drzewnego. Cisza, spokój, łagodne światło.
snuje się zmęczenie, niezorganizowanie wyciągnęło się w poprzek dywanu, niezrealizowane plany chichoczą po kątach.
Obsiadły mnie moje nietrafione wybory… przecież sama chciałam.

To nie jest kryzys przedurodzinowy.
To nie jest manifest żaden

amores perros

potrzebuję psa.
Potrzebuję psa. Żeby mnie kochał nie-bezwarunkowo. Żebym mogła się nim opiekowac. Będziemy razem chodzic na spacery, biegac równym krokiem, rytmem i zmęczeniem. Ja będę za nim tęsknic, on będzie na mnie czekac, razem będziemy się witac w drzwiach.
Potrzebuję spokojnego spojrzenia czuwającego przy stopach.
I to musi byc pies, nie suka.

zmęczona

dwa cudowne tygodnie.
Tylko tyle jestem w stanie życ tak jak lubie. Tzn nie spac, biegac, zapalac się, biegac, śpieszyc, planowac, biegac, marzyc.
Później przychodzi mróz i kulisz się na nagle zbyt twardym lóżku.
Nie mam siły. Jesc, spac, pisac, myslec. I znow nic sie nie udalo. Bo ja tylko się zapalam. Syndrom zapalki. Blysk po nic i o nic.
Powinnam miec pałę z fizjologii.